Literatura między boskością a grzechem
Już na początku spotkania Witkowski zaproponował przewrotną, lecz niezwykle sugestywną metaforę pisania jako aktu balansującego między boskością a herezją. Twórca – niczym demiurg – powołuje do życia własne światy, jednocześnie zmagając się z pytaniem, czy nie przekracza granicy zarezerwowanej dla Boga.
Kto wie, czy w piekle jest specjalny kocioł dla tych, którzy tworzyli wbrew monopolowi Boga własne, alternatywne światy?
– pytał Michał Witkowski.
Jak podkreślał autor, to napięcie nie jest niczym nowym – obecne było już w literaturze antycznej, gdzie twórcy prosili bóstwa o natchnienie.

Natchnienie – początek wszystkiego
Witkowski odrzucał romantyczne klisze, proponując jednocześnie ich zaskakująco aktualną reinterpretację. Natchnienie, zdaniem pisarza, to moment, w którym tekst zaczyna „pisać się sam” – kiedy pojawia się rytm, melodia języka, pierwsze zdanie, które niesie dalej całą opowieść. Co ważne, nie dotyczy ono tematu, lecz właśnie języka i struktury wypowiedzi.
To jest to zgoda bóstwa na twoje pisanie bądź jego niezgoda. Jeśli taką zgodę uzyskaliśmy, jeśli dzieło pisze się łatwo, to znaczy, że że Bóg tak chciał. A jeśli piszemy na siłę, co często się zdarza wszystkim pisarzom, włącznie ze mną, to wtedy jest to grzech i powinniśmy to wyrzucić. A mniej wzniośle – natchnienie to pomysł lub idea powstała pod wpływem impulsu. Zachęcająca do pracy
– dodał twórca.
Autor podkreślał, że w przypadku prozy natchnienie nie musi towarzyszyć całemu procesowi pisania – wystarczy na początku. To ono nadaje kierunek i dynamikę, które później mogą być podtrzymywane przez rzemiosło. Teksty powstające wyłącznie z obowiązku czy kalkulacji są, jego zdaniem, skazane na porażkę. Sam przyznał, że wielokrotnie rezygnował z projektów, które wynikały z czysto zawodowych pobudek, a nie z autentycznej potrzeby twórczej.

Uważność jako droga do inspiracji
Jeśli natchnienie jest czymś, co „przychodzi”, to uważność jest sposobem, by je przywołać.
Witkowski opisywał ją jako szczególny stan otwartości na rzeczywistość – zdolność dostrzegania jej teatralności, fikcyjności, potencjału narracyjnego. Najłatwiej osiągnąć ją poprzez wyjście z codzienności: podróż, zmianę otoczenia, odcięcie się od obowiązków.
Uważność najlepiej włącza się wtedy, kiedy gdzieś się wyjeżdża. Bierze się tylko bieliznę, szczoteczkę do zębów i kupę kasy. Odkleja się od wszelkich codziennych potrzeb praktycznych. Nie odbiera się telefonów, nie ma się żadnych rachunków na głowie, tylko po prostu się wsiada w jakikolwiek pociąg i gdzieś jedzie. I cały czas patrzy się na rzeczywistość, jak na prozę
– tłumaczył pisarz.
W jednym z przykładów przywołał własne doświadczenie przypadkowego wyjazdu do uzdrowiska, gdzie banalna scena – dwie starsze kobiety tańczące na pustym parkiecie – nagle zyskała wymiar niemal literacki. To właśnie taka uważność, połączona z czytaniem i zapisywaniem obserwacji, może stopniowo prowadzić do pojawienia się natchnienia. Nie jest to jednak proces natychmiastowy – wymaga cierpliwości i zgody na brak efektów.

Rzemiosło – konieczne, ale niewystarczające
Trzecim elementem układanki jest rzemiosło, które – jak podkreślał Witkowski – pojawia się dopiero na późniejszym etapie pracy. To ono pozwala uporządkować tekst, zbudować napięcie, zaplanować strukturę, zdecydować, co ujawnić, a co ukryć.
Jednocześnie autor wyraźnie zaznaczył, że samo rzemiosło nie wystarczy. Pisanie oparte wyłącznie na technice, bez impulsu twórczego, pozostaje martwe – poprawne, ale pozbawione energii.
Natchnienie. Uważność. Rzemiosło. No odpowiedź jest jasna – wszystko musi być razem. Kiedy się już zaczęło pisać tę książkę, ma się wspaniały rytm, ale nie umie się na przykład budować akcji. I co wtedy? To jak wsiąść do samochodu nie umiejąc prowadzić. To jest rzemiosło. Ono jest potrzebne, żeby żeby zrobić sobie porządnego drafta
– uzupełniał Witkowski.

Inspiracje i własny materiał
Ważnym wątkiem wykładu była również kwestia inspiracji. Witkowski otwarcie mówił o czerpaniu z innych twórców – podkreślając jednak, że kluczowe jest „zgapianie z dobrych rzeczy” i przetwarzanie ich przez własne doświadczenie.
Największym zagrożeniem jest, jego zdaniem, tworzenie „literatury z literatury” – tekstów opartych wyłącznie na cudzych wyobrażeniach, bez zakorzenienia w realnym doświadczeniu.
Dlatego tak istotny jest materiał autobiograficzny – nawet jeśli później zostaje przekształcony. To on nadaje tekstowi autentyczność i „gęstość”, której nie da się osiągnąć wyłącznie poprzez inspiracje.
Co dalej?
Przed nami ostatnie spotkanie w ramach tegorocznych „Łódzkich Wykładów z Poetyki”, które odbędzie się 13 maja o godzinie 17:00 w auli A1 Wydziału Filologicznego UŁ. Tradycyjnie po wykładzie przewidziano czas na pytania i rozmowę z autorem. Wstęp wolny.
Materiały opracowane przez Biuro Promocji i Komunikacji Wydziału Filologicznego UŁ.
